Bo czekać i tęsknić to prawie to samo...

Rodzina...

Święta i po świętach... Święta? Nie czuję ich i nie ważne czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Święta kojarzą mi się tylko ze zrobieniem jedzenia, z kłótniami albo sprzeczkami, które praktycznie są co parę dni. Rodzice żyją jak pies z kotem. Mam dość tego, ale nie mogę zostawić najbliższej mi osoby. I chociaż czekam aż opuszczę dom, aż wyprowadzę się, to za żadne skarby nie chcę zostawić mamy... Podziwiam ją, że ma tyle siły w sobie.

Mam nadzieję, że stworzę rodzinę o jakiej zawsze marzyłam. Nikt nie będzie się zamykał we własnym pokoju, niczym się nie interesował, ciągle spał. Nie chcę by mój mąż był fleją, leniem, mądrym w gębie a cipą w praktyce. Człowiek uczy się na błędach... Ja z wiekiem, nabieram doświadczenia i będę się starać, by moje życie tak nie istniało.

Nie mam komu o tym powiedzieć. Wstyd mi za mojego ojca, wstyd mi o nim opowiadać komukolwiek, nawet mojemu narzeczonemu. Boże, gdybyśmy z mamą miały pieniążki, od razu byśmy się wyprowadziły i zaczęły nowe, lepsze życie. Nienawidzę swojego ojca...

 

Jest tyle problemów o których wstyd mi mówić. Po śmierci dziadka wszystko się zmieniło. Ciotka zagarnęła cały dom dla siebie. Odwaliła jej typowa sodówka. Tak sobie ostatnio myślę, że z rodziną to już chyba nawet na zdjęciach się dobrze nie wychodzi. W ogóle czym jest teraz rodzina??? 

Być może właśnie użalam się nad sobą, a są osoby, które mają poważniejsze problemy na głowie, ale ciężko mi z tym na sercu... 

 

Za 2 miesiące stanę się Panią magister, mam nadzieje, że to osiągnę, po czym znajdę pracę i zacznę odliczać dni do ślubu :) Sala, fotograf, zespół załatwione.